Zielone Ludziki Grzegorza Browna
Samo objęcie rządów nie jest specjalnie trudne, bo społeczeństwo jako całość, jest tworem głupim i kapryśnym. Wystarczy mu coś wymiernego obiecać, przy akompaniamencie odmiany słowa „Polska” przez wszystkie przypadki. Można też zaznaczyć coś, co samo hasło „Bóg, Honor, Ojczyzna” wyklucza – mianowicie że liczy się człowiek, który przecież jest nikim, wobec tak wielkich haseł.

Najgorzej jest z inteligencją, bo na nią populizm nie działa. Dlatego każdy kandydat na przyszłego autokratę koncentruje się na najmniej wykształconej grupie społecznej, którą można najłatwiej zmanipulować.
Oczywiście cechą charakterystyczną przyszłego autokraty jest też dążenie do całkowitej izolacji kraju. Wszelkie międzynarodowe „przyjaźnie” nie wchodzą w grę, bo ktoś z zewnątrz nie powinien patrzeć nam na ręce. Chyba że to też inny, zaprzyjaźniony z przyszłym despotą reżim totalitarny. Tylko z takimi można „współpracować”.
Na pewno nie może to być Unia Europejska, bo ani kraść, ani czuć się tam ponad prawem. „Brukselskich biurokratów” trzeba wyborcy zohydzić do tego stopnia, żeby czuł do nich takie obrzydzenie, by nie zauważać kompletnie żadnych korzyści z naszego członkostwa. To jest najtrudniejsze, bo są one namacalne, więc tu bazować trzeba na najgłupszych obywatelach bez krzty wiedzy i wyobraźni. I na trollach internetowych Kremla, którzy rozpad UE stawiają sobie za podstawowy cel, jak ich mocodawcy, służby wywiadowcze Federacji Rosyjskiej.
To duża siła. Zdolna nawet do sterowania wyborami w Stanach Zjednoczonych.
Więc… Zdobywamy władzę!
No i teraz najważniejsze – jak już władzę zdobędziemy, nie można popełnić błędów poprzedników, żeby już nigdy jej nie stracić.
Niedoświadczony autokrata udaje jeszcze jakiś czas demokratę, ale ma jak w banku, że z czasem społeczeństwo się od niego odwróci, więc – musi coś zawczasu wymyślić, żeby się nie obudzić, jak przysłowiowy Kaczyński z ręką w nocniku.
Jak z tym sobie radzili demokratycznie wybrani autokraci z naszej przeszłości?
Hitler miał bojówki NSDAP. Oficjalnie – gorliwi niemieccy patrioci, „niewinni” jego zwolennicy. Kto w demokracji zabroni chłopom o wyglądzie bandytów stać obok siebie w podobnych ciuchach?
Na takie zagrywki demokracje są za głupie. I to nie tylko lokalne.
Gdy w 2014 r. Zielone Ludziki Putina zajmowali ukraiński Krym, cała demokratyczna społeczność międzynarodowa patrzyła jak szpak na malowane wrota, co się tam dzieje, a sam Putin wzruszał ramionami i robił głupie miny, że on też nie wie, o co chodzi, bo rosyjskie wojsko ma przecież narodowe oznakowania, a Zielone Ludziki” na Krymie – nie.
Można by powiedzieć, że był to majstersztyk. Szyderczy chichot prosto w zdumioną gębę światowej demokracji.
Każdy szanujący się przyszły autokrata dostawał wtedy orgazmu z zachwytu i kombinował, jak tu włączyć takie rozwiązania we własną działalność polityczną.
Hitler miał bojówki, Putin Zielone Ludziki, Tramp powołał ICE…
A co miał wymyślić nasz rodzimy przyszły autokrata?
No tak… Nawet koloru mundurków nie zmienił, bo jak kult, to na całego!

Otumanieni nacjonaliści, popodstawówkowa inteligencja, która jest żywym dowodem, że Pan Bóg rozum rozdzielił na tyle sprawiedliwie, że nikt reklamacji nigdy nie zgłasza oraz ci wszyscy, którzy dostali kozła ofiarnego swojej nieporadności w postaci obcych, umierali z zachwytu, jak 24 lipca 2025 r. Grzegorz Brown w bliżej nieznanym sobie celu usiłował wprowadzić do budynku Sejmu RP ok. 50 „obywateli” w jednolitych zielonych dresach. Część z nich uzyskała już nawet odpowiednie przepustki na wejście.
Czy byli uzbrojeni? Nie. Skądże znowu. Można by nawet rzec, że wręcz przeciwnie.
Każdy z nich posiadał jedynie różaniec z ciężkich stalowych kulek na lince z super wytrzymałego paracordu. To, że przypierdolenie bliźniemu takim „różańcem bojowym” może go bez trudu zabić, o niczym przecież w demokracji nie świadczy, bo każdą gospodynię domową, która trzyma w kuchni noże kuchenne można by wtedy na tej samej zasadzie podejrzewać o terroryzm.
Bo to demokracja właśnie.

Całkowicie bezpodstawnie polskie służby specjalne uniemożliwiły wówczas wprowadzenie do polskiego Sejmu Zielonych Katolickich Ludzików.
Grzegorz Brown zmuszony był wyrazić swoje niezadowolenie z tego tytułu przed gmachem Sejmu, obiecując jednocześnie, że nadejdzie w końcu taki dzień, kiedy tego dokona i jego pobożne Zielone Ludziki do Sejmu polskiego wejdą.
Czy demokracja ma na coś takiego jakiekolwiek antidotum?
Chyba jeszcze nie, bo droga Demokracjo, piśnij tylko słówko na widok solidnego różańca, a będzie to zamach na cały Kościół Katolicki i całą polską tradycję narodową…
