Więzień CBA – Dlaczego Mariusz Kamiński chciał zniszczyć Tomka Szwajgierta – Jan Piński, Tomasz Szwajgiert – 2025
Książka oddana do druku jeszcze przed drugą turą wyborów prezydenckich w Polsce. Przez autorów przemawia optymizm związany z przeczuciem, iż zwycięstwo Trzaskowskiego przyczyni się do przyspieszenia rozmontowania układów w służbach specjalnych i zintensyfikuje rozliczenia przestępców, którzy w poczuciu całkowitej bezkarności upartyjnili wszystkie instytucje państwa, by służyło ono wyłącznie ich partyjnym interesom.

Stało się inaczej. A perspektywę ewentualnego pozostawienia instytucji Prezydenta RP w rękach obozu generującego tak wielką pogardę dla demokracji autorzy określili jako bezpośrednie zagrożenie dla ich życia i zdrowia.
Do takich pozycji trzeba podchodzić z pewną dozą nieufności, bo tak jawni i zdeklarowani wrogowie PiSu, jak obaj autorzy, mogą być skrajnie nieobiektywni w opisywaniu „swojej” rzeczywistości.
Tyle że w odróżnieniu od patriotycznych publikacji ich przeciwników, książka opiera się na konkretach, których potwierdzenie nie jest trudne w dobie tak powszechnego dostępu do Internetu i informacji publicznej.
I jej wymowa mocno skłania do refleksji. Bo przez te półtora roku nowych władz nie doszło do żadnych fundamentalnych przetasowań w służbach, a i „prokuratura Ziobry” ma się całkiem nieźle.
Całkiem w dobrej kondycji są też główni aferzyści poprzedniej władzy. Właściwie to wszystkie rażące nieprawidłowości, które tak kłuły w oczy bezkarnością rządzących, nadal są w fazie… nie wiadomo czego.
W obecnej konfiguracji – nawet jakby znalazły swój finał zgodny z literą prawa, to i tak w pełnym majestacie tegoż prawa zakończą się ułaskawieniem, w przypadku umieszczenia w Pałacu prezydenckim kluczowego elementu tego partyjnego systemu aferzystów.
Są też mocno szokujące momenty. To, że w demokratycznym kraju można blisko 2 lata trzymać człowieka w areszcie bez postawienia zarzutów to standard typowo rosyjski, czy białoruski. A takie przypadki za prokuratury Ziobry były dość częste. A sądy to ochoczo przyklepywały, mimo że całymi miesiącami nic się nowego w sprawie nie działo.
Napotkamy w tej książce też elementy niemal fantastyczne. Np. „zmuszenie” przez służby do płatnej współpracy obrońcę reprezentującą jednego z autorów. Ciężko wręcz uwierzyć w coś takiego, chociaż z drugiej strony są to manewry dość charakterystyczne dla tej formacji politycznej, która nie wahała się nawet na oczach milionów Polaków przeprowadzać reasumpcję głosowania parlamentarnego (po krótkiej przerwę na „zakup” brakujących głosów od Kukiza).
Mamy tu też opis korumpowania dziennikarzy, gdzie autorzy w dość humorystyczny sposób wyśmiewają, że Polska Kaczyńskiego to kraj, gdzie prasę kupuje się równie często jak dziennikarzy. Niestety przykładów jest tak wiele, że jest to zwykłe stwierdzenie, nie dowcip, czy anegdota.
Są opisy systemów do inwigilowania terrorystów i groźnych przestępców (czytaj: opozycji parlamentarnej) oraz ich możliwości i system zabezpieczeń, który powodował, że wszystkie dane mogły bez problemu lądować na biurkach Kamińskiego, czy Wąsika, a po latach w akcie politycznej desperacji po PiS-owskich mediach.
Dużą częścią książki jest opis pozwu Kaczyńskiego w sprawie nazwania go gejem przez Jana Pińskiego, wraz z odpowiedzią pozwanego.
Książka nabiera ciężaru związanego z trudnym i specyficznym językiem prawniczym tej części. W moim odczuciu narracja autorska byłaby w tym miejscu o niebo lepszą techniką.
Nie trzeba być jednak prawnikiem, żeby wychwycić podstawowe fakty związane z tym sporem. Bo w przypadku takiej agresji i nagonki medialnej, jaką ten polityk zgotował całemu środowisku LGBT, ustalenie, czy on przypadkiem również do tego środowiska nie należy, bardzo dużo powiedziałoby o konstrukcji mentalnej agresora oraz o jego prawdziwej wiarygodności.
Niestety sąd w ogóle nie przesłuchał wskazanych świadków, uznając, że chaotyczny pozew bez wskazania, co konkretnego narusza dobra osobiste powoda, jest w pełni zasadny i sprawa trafi w trybie apelacji do sądów wyższych instancji.
Są też w tej książce ostrzeżenia przed elementami wysoce niebezpiecznymi dla kraju. Jednym z nich jest system informatyczny Operatus, który wymusza na służbach cyfrowy zapis wszystkich zdarzeń operacyjnych w jednej wielkiej bazie danych.
PiS wytwarzał potężne „ciśnienie” w tym temacie, grożąc agentom służb nawet osunięciem ze służby w przypadku odmowy wprowadzania nawet najbardziej wrażliwych i delikatnych danych, jakie do tej pory zamykano wyłącznie w służbowych sejfach.
Największe zagrożenie z tym związane – jak dowodzą autorzy – polega nie na tym, że zabezpieczenia systemowe mogą być niewystarczające, ale na tym, że przewidziano administracyjną możliwość przeglądania tych danych z pewnych poziomów bez śladów logowania, co w dużo mniej strzeżonych systemach w demokratycznym świecie jest przecież niedopuszczalne.
Nasuwa się automatyczne pytanie, czy to naprawdę wymyślił nasz rodzimy wywiad?
A jest to pytanie zasadne, gdy cała partia rządząca zdumiewająco zapalczywie realizuję plan rozbicia wraz ze swoimi proputinowskimi sojusznikami UE, pod pretekstem zamiany wspólnoty europejskiej na wspólnotę nacjonalistycznych, odseparowanych od siebie Narodów, który to projekt według nich jest jak najbardziej możliwy.
Jeśli lubisz podobne klimaty
Interesują Cię thrillery polityczne, służby specjalne, zakulisowa gra o państwo? Sprawdź również „Departament Theta” — thriller szpiegowski Adama Podkowy o scenariuszu, który wydaje się niebezpiecznie możliwy.
Poznaj „Departament Theta”
