Siła planowania w życiu codziennym
Wielu z nas ma naprawdę wielki problem z realizacją swoich planów. Część z nas nigdy nie wychodzi poza krąg własnych marzeń. Są one dla nas tak fascynujące, że obawiamy się, cokolwiek robić, żeby coś po drodze nie zepsuć.
W ten sposób całą siłę kreacji naszej przyszłości zostawiamy ślepemu losowi i garstce szczęścia, na które mocno liczymy.
I… nic się nie dzieje, a my zostajemy ze swoimi marzeniami na całe dziesięciolecia, by w końcu oficjalnie uznać, że z marzeń się po prostu w którymś momencie wyrasta.
Co zrobić, żeby było inaczej?
Przede wszystkim zrozumieć, że na „ślepy los i garstkę szczęścia” można liczyć zawsze, czyli także wtedy, gdy weźmiemy sprawy we własne ręce.
Po drugie – bardzo często się okazuje, że nasze marzenia da się krok po kroku tak po prostu zrealizować bez konieczności oczekiwania na ingerencję sił wyższych 😁.
Wystarczy sięgnąć po narzędzia, których nie używa w życiu prywatnym nikt z tych wiecznych marzycieli.
Tym narzędziem jest zwykłe, mało spektakularne planowanie.
Jego siła jest porażająca. Zanim podzielę się z Tobą swoją własną metodą planowania, wspomnę tylko o tym, że mój pierwszy raz, gdy „wziąłem swoje sprawy w swoje ręce”, cały misterny plan na cały rok zrealizowałem w… 2 miesiące.

Nie dlatego, że plan był za mało ambitny. Powodem było to, że… gdy już sam zobaczyłem efekty realizacji planu, zrozumiałem jak potwornie życie przecieka mi przez palce, gdy planuje tylko w głowie i nie mam czego odhaczyć fizycznie tak, by zadziałało to na moją podświadomość.
Sprawy odkładane z roku na rok, przedsięwzięcia trudne i zniechęcające, ważne kroki, które trzeba kiedyś podjąć, a na samą myśl odrzuca nas od tych działań…
Wszystko jest wykonalne, ale bez planu i zakodowanej w podświadomości konieczności jego „odhaczenia” zawsze znajdujemy powód, by odłożyć to wszystko na nigdy nienastępujące „później”.
Tu nie ma czego wyjaśniać. Jeśli nie przekonasz się osobiście, że plan pisemny jest 1000 x skuteczniejszy niż twoje myślowe pobożne życzenia, nie zrozumiesz sensu skutecznego planowania.
Bez takiego pisemnego planu jest większości z nas niezwykle trudno dokonać nie tylko tych wielkich osiągnięć (zdobycie specjalistycznych uprawnień, czy wymarzonej pracy), ale i nawet zrealizować takie zwykłe przyziemne sprawy jak posprzątanie na strychu, uporządkowanie dokumentów w domu, czy zaplanowanie urlopu.
Jeśli Twoje życie jest takie właśnie „przeciekające przez palce” i fragmentaryczne – spróbuj mojej metody planowania. Po poznaniu jego siły możesz je później dowolnie zmodyfikować, by dostosować indywidualnie do własnych potrzeb (charakteru, temperamentu itp.)
Najtrudniejszym elementem tej całej układanki jest ustalenie, czego Ty naprawdę chcesz.
Ludzie, którzy nie chcą niczego, mają najtrudniej 😁.
Nazwanie rzeczy po imieniu, czyli zdefiniowanie naszych marzeń (lub – mówiąc mniej górnolotnie – celów) jest podstawą planowania, bo nie określając celu końcowego nie mamy jak dążyć do jego realizacji.
Tu już pojawia się pierwsza „magia”, bo niektóre marzenia, gdy już są zdefiniowane i przelane na papier jako cele, przestają nam się jawić jak mrzonki z nieokreślonej przyszłości.
Nie zapisuj tego w laptopie ani w smartfonie. Jeśli codziennie wertujesz dziesiątki stron lub przewijasz Facebooka w nadziei dotarcia do jego końca – Twoja podświadomość potraktuje wszystko, co tam sobie piszesz jak twój komentarz sprzed pięciu miesięcy pod postem znajomego.
Możesz posłużyć się moimi szablonami do czasu, dopóki nie przekonasz się, że to naprawdę działa i warto wymyślić własne metody planowania.
Wydrukuj sobie poniższy formularz:
On właśnie przewiduje, że Twój cel jest na tyle ambitny, że jego realizację trzeba będzie rozbić na etapy (tak zwykle bywa).
Każdy etap – to taki mniejszy cel, który należy osiągnąć, by przybliżyć się do realizacji celu głównego. Gdy myślimy np. o wymarzonej pracy, do której na dzisiaj nie mamy ani kwalifikacji, ani wymaganego doświadczenia – jednym z naszych etapów będzie zdobycie owych wymaganych kwalifikacji, drugim zatrudnienie tam, gdzie owo wymagane doświadczenie nabędę, trzecim może być jakieś konkretne osiągnięcie w tej branży, które w końcowym rozrachunku otworzy nam drogę do celu głównego, jaki chcę finalnie osiągnąć.
Wielkie rzeczy wymagają więcej wysiłku. Mniejsze mniej, ale od czegoś warto zacząć.
Gdy już wiem, czego chcę – warto powiesić tę kartkę nad biurkiem tak, by w ferworze życia codziennego nie zapomnieć o tym, do czego dążymy.
Schodząc mocniej na ziemię, warto zaplanować rok bieżący, gdzie priorytetem będzie właśnie realizacja naszych celów.
Możesz skorzystać z mojego szablonu, zanim nie przekonasz się, że warto stworzyć metody własne:
Roczny plan powinien uwzględniać nie tylko wzniosłe cele, ale i wszystkie małe czynności, które uporządkują nasze życie. Jeśli nie cierpisz na nadmiar gotówki, kosztowne dla Ciebie przedsięwzięcia cykliczne, jak ubezpieczenie domu, auta, czy uzbieranie na urlop, mogą w tym roku nie łupnąć w Ciebie jak grom z jasnego nieba.
W moim szablonie każde wpisywane przedsięwzięcie na swój unikalny numer porządkowy. Gdy uwzględnię już wszystko – w prawym rogu mam tabelę z miesiącami, gdzie w puste kratki wpisuję numer przedsięwzięcia przy miesiącu, w którym zamierzam je zrealizować.
Gdy przytłoczy cię ogrom pracy – po zaplanowaniu jej na miesiące zauważysz, że niewiele wysiłku będzie wymagało, żeby jej sprostać.
Z tym planem rocznym – planowanie miesięczne jest już czystą przyjemnością.
Pod koniec każdego miesiąca warto znaleźć chwilę, by rozplanować następny.
Moja propozycja:
Tutaj już planowanie zaczyna dotykać nas bezpośrednio. Zaczynamy czuć, że to już nie mrzonki i pobożne życzenia – tylko konkretne przedsięwzięcia do wykonania w konkretnych tygodniach.
Planowanie odbywa się podobnie, jak przy planowaniu miesięcznym, ale już dochodzą nam konkretne szczegóły. Już sami widzimy, że wykonanie jakiejś zaplanowanej czynności będzie może wymagać od nas dodatkowych kroków. Żeby wybrać dla przykładu w środę nową ofertę platformy telewizyjnej na następne lata, może warto we wtorek pozbierać oferty i je ze sobą porównać.

W moim planie po prawej wylistowane są wszystkie dni danego miesiąca, ale jego podział na tygodnie trzeba zrobić ręcznie za pomocą kreski, oddzielającej niedziele z poniedziałkiem, bo przecież w każdym miesiącu wypada to inaczej.
I w zasadzie na tym etapie – jeśli używasz – można już posłużyć się już jakimś planerem w smartfonie. Pod warunkiem oczywiście, że go nie olejesz, jak przyjdzie realizować poszczególne zadania.
Ja miałem z tym kiedyś problem, więc zdecydowanie lepiej sprawdzał mi się tradycyjnie papier:
Ale to już tak indywidualne predyspozycje, że nie warto tłumaczyć czegoś, co leży przecież w naszej naturze.
Jeśli chcesz uporządkować swoje życie, a nie bardzo wiesz, jak to zrobić – spróbuj mojej metody planowania. W ogromnej ilości przypadków działa ona znakomicie (nawet u choleryków, choć jest to wbrew ich naturze).




