Rada Pokoju – Pomarańczowy Zarząd Kuli Ziemskiej
Pół Ameryki krzyczało, powtarzając za Trumpem: „Make America Great Again”, bez świadomości, że twórca tego sloganu wyborczego pod pojęciem „America” wcale nie widzi kraju, tylko siebie samego.

Ameryka to Ja, Ja to Ameryka – powtarza sobie pewnie w różnych wersjach codziennie pomarańczowy Pan Prezydent, oglądając się w olbrzymim lustrze, które odzwierciedlić ma przywódcy obraz, jaki z rozkoszą podziwiać ma w danym dniu cały świat.
Bo że podziwia, to przecież jest oczywiste. Jest prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki, a Stany Zjednoczone Ameryki niczym Bóg utrzymują świat przy istnieniu.

Przynajmniej na razie, bo wszystko wskazuje na to, że trzeba to będzie zmienić.
Druga kadencja prezydenta ma grzech pierworodny w systemie prawnym USA, nie przewiduje bowiem kadencji trzeciej. Te debile od Demokratów rosną w siłę, bo są w kraju elementy reakcyjne, którym nie podobają się między innymi czystki rasowe, czy izolacjonizm, a to z kolei może doprowadzić do sytuacji, że poddani nie dadzą Królowi Świata takiej siły, by znieść ten durny przepis o dwóch kadencjach, który nie przewidywał, że raz na tysiąclecie urodzi się taki diament ludzki, jak On – Donald John Trump.
Trzeba to zawczasu wziąć pod uwagę i stworzyć światu taką instytucję, która dożywotnio zachowa mu przywilej korzystania z geniuszu Trumpa i nie będzie już się wygłupiać, że jest Ameryką rządzącą światem (co z definicji jest trochę koślawe, bo Chiny mogą kiedyś powiedzieć: „sprawdzam”) tylko na przykład… Zarządem Świata… Centrum Decyzji Światowych… albo lepiej… Radą Światowego Pokoju! Albo tylko: Radą Pokoju – prosto, zwięźle, sugestywnie.

To będzie takie drugie NATO, które przejmie i znacznie rozszerzy jego funkcje, pozbawiając oryginał racji bytu. Nie będzie miało wad Paktu Północnoatlantyckiego, żeby Król, czy Cesarz (Faraon) Rady musiał patrzyć na roześmianą gębę takiej Merkelowej, kóra „obiecuje”, że przeznaczy u siebie na zbrojenia 1,5% w skali dziesięciu lat. To był niewypał, że Król nie miał narzędzi, by wymusić na poddanym jakiegoś konkretnego działania.
Korzystając z pozycji lidera Świata – twórca Rady zażąda wpisowego w wysokości miliarda dolarów dla tych wszystkich wasali, którzy zechcą schronić się pod jej skrzydłami. Przecież debile tak są nim zafascynowani, że nawet nie spytają, czy to koszt ostateczny i w ogóle, na co to pójdzie. Będą płacić tyle co rok, ale jak już za rok się o tym dowiedzą, to się nie wycofają, bo ich ludzie zeżrą, że zainwestowali miliardzik, by ich Guru zeżarł dwa obiady robocze z Królem Świata, po czym został na lodzie.

Czy w pomarańczowej głowie szaleńca Rada Pokoju po kilku latach nie ma stać się supermocarstwem, królestwem światowym z dożywotnim monarchą, który zapisze się w dziejach świata jak żaden inny Ziemianin w całej historii Globu?
Nie wykluczone, że taka wizja zakradła się w pół-mózgu półgłówka, który oczarował społeczeństwo dogasającego mocarstwa atomowego. Czy zostanie ona zrealizowana?
Tempo, w jakim Trump utwierdza swoich rodaków, że jest po prostu debilem z gigantycznym narcystycznym ego ściga się obecnie z jego umiejętnościami podporządkowywania sobie głupszych od siebie. On niestety dla tego projektu (lub: na szczęście dla świata) usiadł już na tym światowym tronie, nie czekając nawet, aż on do końca powstanie i pokazuje jak nieprzewidywalnym i kapryśnym Faraonem będzie za kilka lat.

Gdy się rodacy na dobre zbuntują może być ciekawie, bo z tych odprysków światowych tworzących Radę będzie też Rosja ze swoim arsenałem nuklearnym, a klucze do amerykańskich zasobów będą w tym czasie jeszcze w kieszeni… Króla Świata.
Ale… czy to schiza pomarańczowego buraka, zwykła teoria spiskowa, czy scenariusz Kremla?

