Pozagrobowy etap edukacji
No i tak minął mi okres wypoczynku i chodzenia po omacku w świecie, o którym mogłem poczytać sobie w bibliotece, w jednym z miliardów języków dostępnych dla miliardów użytkowników ze wszystkich zamieszkałych światów.
W pewnym sensie tu jest jak na Ziemi, tyle że wszystko jest na gigantyczną skalę. Niektóre budynki, takie jak na przykład… szkoła (?) ciągną się na setki kilometrów, ale nie ma tu żadnego transportu, bo z tego, co zrozumiałem, nie jest on potrzebny. Mieszkasz w pobliżu tej części obiektu, w której odbywać będzie się twoja edukacja i nie masz żadnego interesu dotrzeć do tej części szkoły, w której inni pobierają nauki.

Jest to logiczne, chociaż dla przybysza z tak miniaturowego świata jak Ziemia, gdzie zachwycaliśmy się pojedynczymi budowlami, z których każdą szło ogarnąć wzrokiem, to coś naprawdę nowego.
Mój osobisty przewodnik zaprowadził mnie pierwszego dnia do wielkiej szkolnej hali, gdzie za długim stołem siedziało kilka… osób podobnych do mnie. Też bez płci i nie odróżniały się żadną aurą, jaką mieli przecież wszyscy przewodnicy i nauczyciele.
Miałem usiąść naprzeciwko tego stołu i czekać na pytania.
Pomyślałem, że to jakiś egzamin, ale… z czego?
Nie czułem tremy ani niczego, co można by nazwać napięciem czy zaniepokojeniem. Ciało, jakie posiadałem, było o tyleż doskonalsze od tego ziemskiego, że ono nie reagowało negatywnie chyba nigdy. Czuło się nim radość, pozytywne emocje, a w czasie, gdy czytałem o buncie Lucyfera i konsekwencjach jego Deklaracji Niepodległości dla naszej Ziemi, odczuwałem smutek i przygnębienie, ale nie miało to nic wspólnego z ziemskim odczuciem ciężkości w ciele, czy jakichś sensacji żołądkowych lub czegoś w tym rodzaju.
Choć z drugiej strony, niczego naprawdę negatywnego tu jeszcze nie doświadczyłem. Zobaczymy jak będzie dalej.
Zamiast pytania o pierwiastek kwadratowy z sumy mnożeń, czy innych ścisłych i nieścisłych mądrości, jakie z Ziemi tu pewnie przyniosłem, komisja zainteresowała się w pierwszej kolejności moją ziemską rodziną, a w szczególności dziećmi, które wychowywałem.
Zacząłem dla nich odtwarzać w pamięci… i był to pierwszy przypadek, gdy uzmysłowiłem sobie, że jestem kimś dużo większym niż Edek – moje ostatnie ziemskie wcielenie. W miarę rozmowy zacząłem sobie przypominać inne moje dzieci z innych, wcześniejszych wcieleń. Gdy przypominałem sobie któreś, od razu uruchomiało to cały ciąg skojarzeń i w kilku zaledwie sekundach stawałem się świadom całego swojego ówczesnego życia, wraz z pasjami, pracą, przeżyciami, osiągnięciami, nałogami, temperamentem czy wyborami życiowymi.
Nie ze wszystkiego byłem dumny. Wiele razy byłem naprawdę dobrym człowiekiem, ale bywałem też wiele razy kanalią, której się wręcz brzydziłem. To jak wspomnienia wielkich i słabych chwil, tyle że w telenoweli podzielonej na odcinki, którymi były poszczególne moje wcielenia na przestrzeni wielu wieków.
Myślałem, że ta rozmowa o dzieciach miała być katalizatorem tego szerszego spojrzenia i scalaniem mnie, bym przestał być facetem z ostatniego swojego wcielenia, a zaczął funkcjonować jako byt, który przeszedł przez te wszystkie wcielenia łącznie, gdzie doświadczał życia zarówno jako kobieta jak i mężczyzna.
Ale chyba ten temat nie był wyłącznie pretekstem do uruchomienia takiego scalania. Nie interesowało komisji nic, o czym chciałem opowiadać, co wykraczało poza kontakty z moim potomstwem.
Ten brak płci po takiej serii wcieleń to też jakaś symboliczna równowaga. Ani pierwiastek męski, ani żeński nie dominuje nad wszechświatem. Do tego też będzie się trzeba przyzwyczaić, że tutaj już nie ma tego podziału.
Spotkanie z „komisją” było dla mnie przełomowym wydarzeniem. Wszedłem tam jako wskrzeszony Edek, a wyszedłem jako Pedete – odwieczny byt, który na przestrzeni ostatnich tysięcy lat szkolił się w roli istoty cielesnej na jednej z blisko tysiąca zamieszkałych planet systemu Satania. I tak naprawdę Ziemia była tylko moją szkołą, nie domem ojczystym. Jestem obywatelem wszechświata, czymś znacznie więcej, niż… człowiek.
Jak się niewiele później okazało – zdałem egzamin, na którym miałem wykazać się umiejętnościami wychowywania potomstwa. Na przestrzeni tych wszystkich wcieleń miałem setki okazji by sprawdzić się w roli zarówno matki jak i ojca.
W opinii komisji nauczyłem się wystarczająco dużo jak wychowywać. Szczególnie mocno ich interesowało wychowywanie nastolatków, z czego wywnioskowałem, że takie umiejętności są tu szczególnie mocno promowane.
Czy ma to związek z tą kosmiczną regułą służenia pomocą bytom stojącym niżej w hierarchii wszechświata? Mocno kojarzyło mi się to z rozmową dorosłego z nastolatkiem, czyli istotą potrafiącą z logiką odbierać świat, którego jeszcze do końca nie rozumie.
Co byłoby, gdybym egzaminu nie zdał? Takie pytanie zadałem mojemu przewodnikowi po wyjściu z hali.
- Trzeba by było te umiejętności nabyć tu na miejscu. Mamy tu specjalne ośrodki wychowawcze, gdzie jest okazja doszlifować te umiejętności.
No tak. Ten pierwszy świat morontialny służy przecież niwelowaniu wszelkiego rodzaju niedociągnięć, jakie przynosimy ze sobą z planet materialnych.
I przede wszystkim scalaniu wszystkich wcieleń, jakie na przestrzeni tysięcy lat życia na Ziemi przeżywamy jako pielgrzymi Wszechświata.
Co dalej?
Powoli zaczynałem rozumieć, że jeszcze kilka takich doświadczeń i stanę się na powrót Pedete – bytem szkolącym się w służbie Wszechświata, który swoją ziemską pielgrzymkę trwającą tysiące lat, odhaczył i z tym nowym bagażem doświadczeń rusza dalej ku nieustającej przygodzie.
Lubisz thrillery polityczne, tajemnice i nieoczywiste pytania?
Zapisz się na listę czytelników Adama Podkowy i odbieraj nowe artykuły, zapowiedzi książek oraz zakulisowe materiały prosto na maila.
