Polexit i wyjście Polski z NATO – wspomnienia z przyszłości
Spełnia się jedno z marzeń Putina. Ze struktur Paktu Północnoatlantyckiego wychodzi Polska. Jej przyszli włodarze robią ukłon w stronę Rosji, widząc w niej pewniejszego partnera niż dogasające po rządach Donalda Trumpa Stany Zjednoczone.

W końcu też odzyskujemy tak upragnioną niepodległość i wyswobadzamy się spod jarzma brukselskiego.
Polska jest krajem od nikogo już nieuzależnionym. Do władzy dochodzą Konfederaci z resztą Prawicy i rozpoczyna się wprowadzanie w życie wszystkich ich buńczucznych zapowiedzi przedwyborczych.
I na efekty zmian nie trzeba długo czekać…
To tylko ogólny zarys mojej najnowszej powieści z gatunku political fiction „Pogoniliśmy Unię!”. Jest to oczywiście jedna z wizji, które mogą, ale nie muszą ziścić się przy takim scenariuszu.
Niepokojące jest tylko jedno – fantazji literackiej jest tu naprawdę niewiele. Więcej chłodnej kalkulacji, na zasadzie szukania mechanizmów przyczynowo-skutkowych, bo każde działanie ma nie trudne do przewidzenia skutki.
Jeśli Ukraina padnie, to będziemy bogatsi o kilka miliardów zaoszczędzonych na naszej pomocy, ale za wschodnią granicą będziemy mieli najlepiej na świecie wyszkoloną Armię Rosyjską (Wschód Oddział Rosja, Zachód Oddział Ukraina).
Gdy pozbawimy Ukraińców prawa do wypracowywania emerytury i zabierzemy im dodatki stałe, to ci poszukają ekonomicznie lepszych dla siebie rozwiązań poza naszym krajem, w którym już teraz tragicznie brakuje rąk do pracy (po zajęciu Ukrainy przez Rosję będzie to bardzo łatwe, bo Niemcy i inne kraje Zachodnie bez wahania masowo wydawać będą Ukraińcom azyle polityczne i – co za tym idzie – prawo do podejmowania pracy).

Jeśli do władzy dojdą ludzie, którzy już teraz wychwalają Putina i niejednokrotnie inspirują się nawet jego metodami (siłowe wprowadzanie „prawa bożego”, którego w laickiej jeszcze Polsce na razie nie ma – Brown), to już dzisiaj wyraźnie widać, że z demokracją im nie po drodze.
Można by tak wymieniać, bo ludzie nie widzą związków przyczynowo-skutkowych albo z braku wyobraźni zamykają się na fakt, że wynosząc niebezpiecznych ludzi do władzy, głosują nie za tymi kilkoma punktami ich postulatów wyborczych, z którymi oni sami się utożsamiają, a za całym związanym z tym pakietem wyborczym (czyli Zielonymi Ludkami towarzyszącymi Brownowi niczym hitlerowskie bojówki NSDAP, nieudolnością gospodarczą – jeśli „ekonomista” nie potrafi rozliczyć finansowo swojej partii na czas, to przekazanie mu budżetu średniej wielkości kraju jest co najmniej ryzykowne, z Polexitem, najbardziej restrykcyjnym prawem aborcyjnym, gdzie to kobieta będzie musiała udowadniać, że poroniła nie przez swoje „obywatelskie zaniedbania”, ze sprowadzeniem tej ostatniej do swej „biblijnej” roli w męskim społeczeństwie itd.).
To zdumiewające, że ludzie koncentrują się wyłącznie na pojedynczych hasłach wyborczych, zapominając o całym wyborczym pakiecie.
Z założenia nie miała być to powieść przeciwko komuś (konkretnym ludziom, partiom politycznym).
Nie wiem, czy mi to wyszło, bo nie do końca da się oddzielić wizję skutków działań zapowiadanych przez konkretnych ludzi, z próbą bezstronnego pokazania możliwych efektów takiej polityki.
Pozycja będzie dostępna, mam nadzieję, jeszcze w tym roku. Jeśli chcesz się dowiedzieć o terminie wydania – wpisz się na moją listę mailingową, której używam wyłącznie do powiadamiania czytelników o moich nowych publikacjach.
