Orędzie Prezydenta RP – rok 2030
Całą rodziną siedzimy przed telewizorem. Orędzia są bardzo ważne, zwłaszcza teraz, gdy nie ma za wielu mediów, które tłumaczyłyby sytuację geopolityczną Polski po tak wielkich zmianach.

Jest ich coraz więcej, ale to dobrze. Któż inny powinien tłumaczyć obywatelom aktualną sytuację w kraju, jak nie Pierwszy z nich, wybrany w powszechnych, tajnych wyborach korespondencyjnych, z prawie osiemdziesięcioprocentowym społecznym poparciem?
– Mamo, pirat w telewizji! – krzyczy pięcioletni Grzesiu, nasz synek.
Gosia z wyraźną dezaprobatą karci dziecko, a ja wymownie wskazuję mu dłonią szafę, w której wisi skórzany pas, którego gówniarz się słusznie boi.
Wie szczeniak, kto pojawia się na ekranie, bo już od przedszkola uczeni są patriotyzmu, więc żartuje sobie z premedytacją, którą po orędziu trzeba paskiem będzie wyplewić. Dla jego dobra.
Nie ze wszystkiego można żartować. Gdy nie nauczymy tego pierwszego pokolenia naprawdę wolnych Polaków, to za jakiś czas znowu wrócą czasy usłużnego poddaństwa.
– Szczęść Boże – wybrzmiewa w telewizji zwyczajowe prezydenckie przywitanie. – Czcigodne Polki i Polacy, zwracam się do was dzisiaj w dniu szczególnym, bo to właśnie dzisiaj po raz pierwszy w naszej historii obchodzimy prawdziwy polski Dzień Niepodległości. Dokładnie rok temu zrzuciliśmy jarzmo brukselskiej niewoli. Półtora roku też mija od wycofania się naszej Ojczyzny z niebezpiecznego układu, który za cenę mglistych, rozwodnionych gwarancji, miał wykrwawiać polski Naród w przypadku wszelkich fanaberii i kaprysów Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, która zwyczajowo wdaje się we wszelkie możliwe konflikty, ciągnąc do ich wojen partnerów z całego świata. Jesteśmy w pełni niezależni, w pełni suwerenni, ale nie osamotnieni.
Prezydent zrobił ten swój słynny już gest zaciśniętych ust i wyeksponowanej brody, co zawsze kojarzyło mi się z pewnością siebie i dogłębnym przekonaniem o słuszności wypowiadanych przez niego słów.
Mówił dalej:
– Bycie dobrym katolikiem i polskim patriotą nie jest proste i wiąże się z wieloma wyzwaniami. Doświadczaliśmy już tego w ostatnim czasie nie raz i mamy świadomość, że kolejne wyzwania nadal przed nami stoją. Bycie panem we własnym kraju jest na pewno dla wielu trudniejsze, niż życie na brukselskim łańcuchu i żebranie o resztki z brukselskiego stołu. Są wśród nas jeszcze Polacy, którzy są Polakami tylko ze względu na kraj urodzenia. Malkontenci, którzy nadal pytają, kiedy brukselski Pan przeleje im pieniądze na konto za nicnierobienie, jak to miało miejsce przez wiele lat na wsi. Tej wsi, która powinna być epicentrum polskiego patriotyzmu, a nie zawsze tak jest, niestety. Emeryci głos podnoszą. Przyzwyczajeni do trzynastek, czternastek, piętnastek i każdej innej formy pasożytnictwa społecznego. Nie może tak być, że dumny Naród Polski będzie się oglądał na najsłabsze swoje ogniwa, nauczone poddaństwa i służalczości wobec Zachodu, by to im żyło się najlepiej kosztem tych, którzy na co dzień aktywnie budują swoją suwerenną Ojczyznę. I jeszcze ten powszechny szantaż moralny: Gdybyśmy wiedzieli, to byśmy na was nie głosowali. A w którym momencie oszukiwaliśmy, że nie zabierzemy tego, co wam się nie należy? Trzynastki, tysiąc plus… Przecież to nie są pieniądze z kosmosu. Na to ciężko pracują ludzie, którym te pieniądze trzeba odebrać, żeby dać tym, którzy nie robią nic dla kraju, a tylko krzyczą, że im się należy. Obywatele na szczęście patrzą i widzą po czyjej stronie leży prawda.
Groźne spojrzenie przywódcy zawisło niemo na ekranie telewizora. Efekt był piorunujący.
Babcia Hela chciała werbalnie zaprotestować, na szczęście zaczęła się dusić. Astma. Może i dobrze, bo ludziom starej daty nie wytłumaczysz, że to bezczelność liczyć na to, że te uniżone błazny, co całe życie pracowały na tą brukselską zarazę, mają teraz nadal ciągnąć profity ze swojej wieloletniej zdrady i osłabiania Polski.
– Cicho! – skarciła ją moja żona, Kaśka.
Zrobiłem głośniej. Coś trzeba zrobić z tym kaszlem babki. Zaczął się kolejny rok, więc i nowy bon na leczenie jest już dostępny. Może trzeba zainwestować w te inhalatory dla niej…
Teraz to przecież nie jest najważniejsze.
– Dzisiaj, w tym dniu szczególnym, nie chciałbym jednak skupiać się na tym, co najgorsze – kontynuował nasz przywódca. – Każdy odpowiedzialny Polak i patriota zdaje sobie sprawę z tego, że suwerenność i prawdziwa niepodległość wymaga zarówno wyrzeczeń, jak i umiłowania Boga i Ojczyzny. Bez tego nie bylibyśmy prawdziwymi Polakami. Dla tych, którzy odsądzali nas od czci i wiary ze względu na wypowiedzenie zabójczego dla nas Paktu Północnoatlantyckiego, mam dzisiaj wyraźne przesłanie, które powtórzę raz jeszcze: Jesteśmy w pełni niezależni, w pełni suwerenni, ale nie osamotnieni… Nie jesteśmy OSAMOTNIENI!
Prezydencka broda uwypukliła się jak szpikulec, a jego usta wręcz zniknęły przygniecione zębami. Chwila była na tyle doniosła, że z miejsca poczułem, że rzeczywiście nie jesteśmy sami.
– Dobiegła końca bratobójcza wojna za naszymi wschodnimi granicami. Po wielu latach rodząca się służalczość skorumpowanych elit ukraińskich i jawnych ukraińskich faszystów została w końcu zmiażdżona. Jak słusznie zauważył Władimir Władimirowicz Putin stało się to głównie z pomocą Narodu Polskiego, który ukrócił użyczanie własnej bazy logistyczno-transportowej i przestał służyć brukselsko-natowskim faszystom za przyczółek zaopatrywania wykolejeńców okupujących Ukrainę. Takie gesty Polaków nie mogły zostać niezauważone. Nasz Wschodni partner, jak sam się o tym wyraził, nigdy tego Polakom nie zapomni i w razie potrzeby służy nam pomocą całej potęgi swojej zjednoczonej armii, której wyszkolenie i doświadczenie na współczesnym polu walki jest bezkonkurencyjne nie tylko na naszym kontynencie, ale i na całym świecie. Wielokrotnie mówiłem, że wiemy, co robimy, opuszczając NATO i dzisiaj mogę Państwu z całą odpowiedzialnością spojrzeć w oczy i wyznać, że… nie była to pusta deklaracja!
– Czyli jednak wpadliśmy w łapska tego skurwysyna Putina! – wrzasnęła babka, śmiejąc się, jakby wyszło w końcu na jej. – Mówiłam wam, głąby, że się tak skończy.
Kaśka spojrzała na nią z pogardą.
– Mama niczego nie rozumie – wyjaśniła beznamiętnie. – Nie jesteśmy w kosmosie. Możemy być albo ze Zgniłym Zachodem, albo ze Wschodem. Nie możemy stać, jak cnotka niewydymka między…
– No, ale ja to wam cały czas mówiła! – przerwała babka.
– A co to jest… – zaczął Grzesiu…
– CICHO! – warknąłem, wskazując ponownie szafę.
– Otrzymałem od Jego Ekscelencji Władimira Władimirowicza Putina jasną i czytelną deklarację, że Armia Rosyjska jest gotowa rozlokować swoje siły w najważniejszych, strategicznych punktach naszego kraju, łącznie z ich siłami nuklearnymi, co czyni z naszego kraju w końcu… mocarstwo atomowe!
Aż przeszły mnie ciarki. Co my robiliśmy przez ostatnie dziesięciolecia? Żaden z prezydentów Stanów Zjednoczonych nigdy nawet nie zająknął się, że Polska będzie mocarstwem atomowym z uwagi na swoje geopolityczne położenie.
Mój niemy zachwyt oczywiście zakłóciła babka:
– Tylko jeden wielki guzik będzieta mieli guzik łod tego łatomu! – wycharczała, pokazując swoje jedyne dwa ucieszone zęby.
– Babka niczego nie rozumie! – warknąłem.
– Po co Jankes ma walić w nich, jak u nas rakieta będzie sterczeć? – spytała niewinnie. – A dla takich tępaków, jak wy, to i tak żadna różnica.
Nie wiem, czemu odruchowo spojrzałem na szafę. Babka była tak tępa, że czasem też ręka mnie świerzbi i tylko wiara katolicka przeszkadza. Mamy takiego „postępowego” księdza, który by z tego nie rozgrzeszył.
– Choćby już tylko z tego względu, nasz kraj wchodzi w kolejną erę. Staje się mocarstwem, z którym trzeba się liczyć – kontynuował Prezydent. – Nikt już nas nie zaatakuje, bo próba ataku na mocarstwo atomowe wiąże się z oczywistymi konsekwencjami dla każdego agresora… Ma to swoją cenę. Ale i tak tę cenę trzeba by było zapłacić ze względu na konieczność zachowania ciągłości państwa polskiego. Bo kto inny, jak nie Tusk swego czasu obiecywał odbudowę Ukrainy? Cały Zachód to obiecywał. Kolejne nic nie znaczące obiecanki Zachodu. Warte tyle, co ich gwarancje militarne. Poniesiemy koszty odbudowy Ukrainy, jak Tusk na naszą zgubę obiecywał…
Babka nie wytrzymała i kolejne słowa Prezydenta zagłuszył jej astmatyczny ryk:
– Tusk za kasę unijną chciał robotę dla naszych budowlańców, jednooki jełopie! – wrzasnęła. – A nie czyn społeczny dla Narodu!
Nie komentowałem tych starczych bredni. Podkręciłem głos w telewizorze niemal do końca.
– … ukraiński podjął się naprawy szkód, wyrządzonych Rosji w czasie wojny. Pamiętamy, że płonęły rafinerie, zatapiano okręty. Naród rosyjski poniósł niewyobrażalne straty, chcąc pomóc w oswobodzeniu Ukraińców z faszystowskiego jarzma. Słuszne i sprawiedliwe jest to, żeby cały Naród ukraiński powetował wyzwolicielom te straty, choć tym największym, ofiarom krwi milionów Rosjan, zadośćuczynić się po prostu nie da… Ukraińcy odbudują to, co zniszczyli rządzący nimi faszyści, ale kto w tej sytuacji odbuduje Ukrainę?
– Morda!!! – wyrwało mi się w skrajnym zdenerwowaniu.
Babka znów usiłowała zagłuszyć Orędzie.
– … ten ciężar, to i tak cena niska, jak na tak bezprecedensowy skok militarnych możliwości naszej ojczyzny. Dlatego zdecydowałem z rządem, że niemal cały budżet, który szykowaliśmy na zbrojenia, na których punkcie Tusk i jemu podobni mieli przysłowiowego jobla, przeznaczymy w okresie najbliższych trzech lat na pomoc w odbudowie wyzwolonej Ukrainy. Dzięki temu obywatele naszego kraju nie odczują tej swoistej spłaty tuskowych zobowiązań… z którymi zostaliśmy sami, bo na obietnice państw Zachodnich Ukraina może liczyć dokładnie tak, jak mogliśmy liczyć my na tą legendarną pomoc ich NATO.
– Ma gość łeb – odezwała się Kaśka, spoglądając na telewizor szeroko otwartymi oczami.
– Ale ile jeszcze będziemy spłacać te tuskowe zobowiązania? – wtrąciłem.
– Gdyby nie Tusk, to nasz miłościwie panujący na pewno odmówiłby Putinowi – zaśmiała się babka, tradycyjnie robiąc sobie ze wszystkiego jaja.
Grzesiu, który nic jeszcze z tego nie rozumiał, również się roześmiał. Popatrzyłem na nich i przyszło mi na myśl, że babka Helka swoją inteligencją nie za bardzo odbiega od światopoglądu pięciolatka.
Zagryzłem zęby i podbródek podniosłem, jak nasz przywódca, żeby rzeczywiście poczuć się jak obywatel mocarstwa atomowego…
To tylko pierwszy rozdział powstającej właśnie książki, pod roboczym tytułem „Pogoniliśmy Unię!” – gdzie w jedną spójną całość zebrane będą wszelkie konsekwencje naszego prawicowego zrywu w stronę wartości lansowanych głównie przez Konfederację.
Jeśli celem PiSu, ze swoją awersją do Zachodu i nieskrywanym pociągiem do władzy za wszelką cenę będzie zbudowanie koalicji z proputinowską Konfederacją, wiele z tych scenariuszy, które może dzisiaj brzmią niewiarygodnie (jak jeszcze niedawno wizja prezydenta USA w roli szaleńca i dyktatora), sprawdzi się według mnie w proporcjach 1:1.
Zasubskrybuj moją stronę na FB, by być na bieżąco, jeśli temat Cię interesuje.
