Null – Szczepan Twardoch – 2025
Null – to pierwsza linia frontu. Dziwna wojna. Ukraińcy siedzą w schronach, którymi są dziury w ziemi. Czasem to cienkie, podłogowe stropy po zrównanych z ziemią budynkach, nieraz tylko coś, co chroni przed dronami szpiegowskimi, ale nie przed atakiem artylerii.

Są ludzie z poboru – mobiki, którzy nie chcą walczyć i są ochotnicy, wyposażeni w sprzęt, którzy musieli sami sobie kupić. Są też obcokrajowcy, którzy z różnych przyczyn przyłączyli się do wojny. To takie święte krowy. Chcą – walczą, nie chcą – nie walczą, przychodzą, odchodzą – zgodnie z własnym kaprysem, bo niby co można z nimi zrobić. To kwestia indywidualnego przypadku – czy więcej z nich kłopotu, czy pożytku.
Dostawcy, wolontariusze – nigdy nie są bezinteresowni, zarabiają swoje. W ogromnej większości przypadków to oni są idealną ilustracją tego, że wojna to bardzo dochodowy interes.
Poznajemy polskiego ochotnika. Pseudonim „Koń”. Koń chciał odciąć się od swojego dotychczasowego życia. Może zginąć i w ten sposób odmeldować się ze świata, którego nie rozumie.
Siedzi w schronie z Ukraińcami o różnych charakterach i historiach i rozmyśla. Na zewnątrz świst pocisków artyleryjskich. I to, co gorsze – drony, których prawie nie słychać. Drony, które przenoszą granaty potrafią droczyć się ze swoją ofiarą. Wisieć nad nią spokojnie, gdy ona nie ma już żadnej drogi ucieczki i najmniejszej szansy na przeżycie.
Operatorzy dronów obydwu stron konfliktu lubią pastwić się nad swoimi ofiarami. Odczuwają satysfakcję z ich panicznych odruchów. Rannego dobić? Nie. Lepiej poczekać. Może wyślą kogoś na ratunek, wtedy będzie „bonus”.
Jaki sens jest tej walki? Trzeba za wszelką cenę utrzymać przyczółek, który nie jest nikomu do niczego potrzebny. Jego obrona lub oddanie niczego nowego dla frontu nie wniesie.
Niektórzy walczą od 2014 roku. Nie znają innego życia i prawdopodobnie nie umieliby żyć w normalnych, nie-wojennych warunkach. Ci się już nie zastanawiają. Mają zakodowane, że są chodzącymi trupami, bo nikt z nich końca wojny przecież nie doczeka.
Stać kilka godzin w okopie, czy zaryzykować życie, by cofnąć się po stare krzesło, które widziało się na przedpolu?
Nie żyć lub wygodnie siedzieć w okopie, czy żyć, ale czekać na stojąco?
Absurdalne I wręcz śmieszne dylematy nabierają tam na wojnie zupełnie innego kontekstu i znaczenia.
Książka pełna filozoficznych przemyśleń z punktu widzenia człowieka, który widzi, ile warte jest życie ludzkie na wojnie, pomiędzy „mięsnymi atakami” – czyli próbami natarcia kiepsko wyposażonych i niczego niepotrafiących rekrutów, wysyłanych przez Rosjan.
Problemy życia codziennego i wspomnienia z przeszłości konfrontowane są z sytuacją na Nullu, gdzie wyglądają dość karykaturalnie na tle dylematów żołnierza rozglądającego się za krzesłem, którego „zdobycie” można przypłacić śmiercią.
Jest wiele książek o wojnie, ale ta jest bardzo szczególna, bo opowiada o wojnie dziwnej, gdzie to nie państwo doposaża walczących, a… i z Internetu można skorzystać na pierwszej linii frontu.
Myślę, że lektura obowiązkowa nie tylko dla historyków, ale i różnego rodzaju „ekspertów” od dylematów moralnych typu, kto kogo zaatakował i dlaczego trzeba to usprawiedliwić I zrozumieć.

