Mężczyzna imieniem Ove – Fredrik Backman – 2015
Coś na kształt polskiego „Dnia świra” Marka Koterskiego. Opowieść o człowieku, który jest całkowicie zafiksowany na zasadach.

Nie może przejść obojętnie, gdy ktoś te zasady łamie, a jego reakcja jest zawsze zero-jedynkowa, nie ma kompletnie żadnej gradacji.
Najdrobniejsze odstępstwo od zasad powoduje u niego reakcje całkowicie nieadekwatne do sytuacji.
Całe życie przeżył u boku kobiety „normalnej”, która tonowała te jego dziwaczne reakcje. Po śmierci tej jedynej osoby, która była jego łącznikiem z cywilizowanym światem, Ove nie rozumie tego, co się wokół niego dzieje.
Powieść z jednej strony komiczna, bo Ove wykłóca się zawsze o takie pierdoły, że nie sposób go traktować poważnie, z drugiej strony – mniejsza o motywację – autentycznie pomaga tym wszystkim „idiotom” i „debilom”, którzy mieli pecha czegoś nie wiedzieć lub nie umieć w jego obecności.
Biedny Ove za wszelką cenę chce dołączyć do zmarłej żony, ale wszelkie próby odebrania sobie życia przerywane są przez los, który akurat wtedy zawsze podsyła mu kolejnego nieudacznika życiowego, któremu trzeba pomóc.
Żona w zaświatach przecież nie wybaczy mu, jak zostawi kogoś na lodzie, by do niej szybciej dołączyć.
Samobójstwo wiecznie odwleka się w czasie przy akompaniamencie coraz większego zrzędzenia mężczyzny.
Wiele zabawnych sytuacji, dużo humoru. Autor po mistrzowsku bawi się językiem. Kot „nic nie odpowiada”, pomnik na cmentarzu „wymownie milczy”…
Powieść w napięciu wprawdzie nie trzyma, bo każda z tych absurdalnych sytuacji nie jest zwykle kontynuacją poprzedniej, ale fajnie się to czyta, bo nigdy nie wiadomo, co za chwilę groteskowego się wydarzy, a podświadomie się na to czeka.

Gdzieś w oddali jakieś głębsze przesłanie, że i tacy ludzie są światu potrzebni, a w końcowym rozrachunku bilans ich działań często wychodzi na plus. Życie z nimi jest niełatwe, ale ich praktyczne, życiowe umiejętności są wręcz bezcenne, gdy po drugiej stronie staje życiowa sierota, która nie potrafi prostych czynności wykonać „jak należy”. Ove na szczęście potrafi.
