Lewica, Prawica, polityczne Centrum
Między lewicą a prawicą nie ma już nic?
W Polsce usiłują się równoważyć dwa skrajne systemy wartości. Tradycja nakazuje nazywać je lewicą i prawicą, choć prawica już dawno przejęła typowe wartości lewicowe, jeśli chodzi o udział obywatela w podziale dochodów państwa, a lewica często oburza się, że jest to niesprawiedliwość i drenowanie państwa.

Zostawmy więc ten archaiczny podział i zastanówmy się, co tak naprawdę dzieli przedstawicieli tych skrajnych opcji.
Lewak — w dużym skrócie — jest euroentuzjastą, orędownikiem współpracy międzynarodowej, z lekkim kompleksem własnej niższości w tym układzie, zatwardziałym zwolennikiem demokracji rozumianej jako prawo większości do decydowania, ale nie do odbierania jednostce podstawowych wolności, a także piewcą wolności sumienia i innych zasad chroniących jednostkę, która z różnych przyczyn nie wkomponowuje się w „normy” moralne i obyczajowe stanowiące świętość dla typowego prawaka.
Kim jest typowy prawak? Prawak musi być niezależny i szanowany. Demokracja jest mu jak najbardziej potrzebna, ale taka, w której silny przywódca potrafi celnie wskazać wroga i unieszkodliwić go dla dobra wyższego. A ponieważ jest to niemożliwe we wspólnocie międzynarodowej XXI wieku, trzeba ją opuścić i się od niej odizolować.
Ceni tradycję i biblijny porządek, a regulacje nowoczesnego państwa szanuje tylko do momentu, w którym nie kwestionują one wartości uważanych przez niego za nadrzędne.
Naiwność euroentuzjasty kontra nieufność eurosceptyka. Wiara w ludzkie prawo kontra boski porządek. Tradycja czy spoglądanie w przyszłość?
Jeśli chcesz żyć w tym kraju, musisz zdecydować się na którąś ze skrajności, bo pośrodku nie ma nic. Czasem ktoś krzyczy, że buduje trzecią drogę — pomost między liberalizmem a tradycjonalizmem — ale w rzeczywistości okazuje się to zwykłym oszustwem, często podszytym narcyzmem lub pospolitą głupotą. Potem wszelkie próby reaktywacji „centrum” mają już te same skompromitowane twarze i odór zdrady, który odciąga zainteresowanych od tego rodzaju „alternatyw”.
Jesteśmy więc chyba skazani na wybór „lepszego zła” za każdym razem, gdy nadchodzą wybory.
Liberałowie już rządzili. Dla niektórych oznaczało to tworzenie cywilizacji śmierci, aczkolwiek towarzyszyły temu wyraźny postęp finansowy i poprawa warunków życia.
Rządzili też prawacy. Skłócili nas ze wszystkimi, ale wszystko było polskie, narodowe i biało-czerwone. Wszystko nam się udawało, a nawet porażki były sukcesami.
Zwolennicy tych skrajności chcą więcej, a ewentualny przeciwny wybór Polaków traktują jako Armagedon i koniec polskich dziejów.
Przy każdych wyborach pojawia się ta sama histeria: tym razem to już naprawdę koniec.
A Ty jak to odbierasz? Weź udział w dyskusji pod artykułem. Napisz, gdzie widzisz swoje miejsce w tej politycznej konfiguracji.
