Księga Urantii a Reaktor w kwarantannie | Adam Podkowa
Człowiek od zarania dziejów stara się określić swoje miejsce w jakiejś większej całości. Bardzo długo historyczną podstawą tych dociekań była Biblia. Księga ta przedstawiała pofragmentowane części wiedzy (lub raczej wierzeń), tak zdeformowane, że nie do końca wiadomo było, jak to wypozycjonować na skali wiedza–wiara.

Wraz z rozwojem nauki coraz mocniej środek ciężkości przesuwał się w stronę czystej wiary, coraz dalej od czystej wiedzy.
Księga Urantii powstała w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Jeśli dać wiarę twórcom, jest spisanym cyklem objawień (transów) nieznanego z imienia i nazwiska medium, które służyło za swoisty przekaźnik szeroko pojętej administracji Wszechświata, podejmującej próbę usystemowania naszej wiedzy, na przestrzeni setek tysięcy lat tak zniekształconej przez czas, że bardziej przypominającej dziecięcą zabawę w głuchy telefon niż chronologiczny zapis pamięci dziejów.
Próba nie do końca udana. Mimo że Księga Urantii zawiera niemal chronologiczny porządek losów Ziemi i jej mieszkańców, powiązanych z całą rozbudowaną administracją Wszechświata, XX wiek to już było trochę za późno, by porwać ówczesnych „nową” ideą.
Nawet wierzący omijali temat szerokim łukiem, mimo że Księga Urantii doskonale wyjaśnia wszelkie wrzutki biblijne i pofragmentowane objawienia, z którymi normalnie w Biblii nie wiadomo, co począć.
Los Księgi Urantii zdawał się być przesądzony. Ludzie myślący… myśleli w tym czasie już o innych sprawach, a fanatyczni wyznawcy jednego Boga zamknęli temat jako nienaruszalne tabu, do którego nawet sam Bóg, jakby się nagle przed nimi pojawił, nie miałby żadnego prawa ingerować.
Nie rozstrzygajmy więc, czy te objawienia, poukładane i chronologiczne, są naprawdę całkowicie bezsensowne na tle poszatkowanych i niespójnych objawień ze starożytności, bo to temat dla teologów.
Mnie zawsze zastanawiało, dlaczego nie jest to stałe źródło inspiracji dla twórców science fiction?
Wszechświat przedstawiany w Księdze Urantii na pewno bez problemu zawstydziłby twórców Gwiezdnych Wojen, którzy rozciągali przed nami wizję współistnienia we wspólnej międzygwiezdnej przestrzeni nieskończonej liczby dziwolągów z różnych zakątków galaktyki.
Ogrom bytów współistniejących we Wszechświecie z Księgi Urantii jest wręcz przytłaczający. Dodatkowo należy tu wziąć poprawkę na ich wzajemną widoczność. Byty doskonalące się od setek milionów lat są coraz słabiej „widoczne” dla bytów na niższym poziomie wiecznego rozwoju. Świat czysto duchowy, mimo że współistnieje obok nas, znika z oczu nie tylko „żywym” obserwatorom, ale nawet tym „po tej drugiej stronie”, którzy dopiero zaczynają swą wędrówkę po szczeblach wznoszenia się duchowego.
W Księdze Urantii mamy dokładne wyjaśnienie Buntu Lucyfera, mamy opis dziejów Ziemi z czasów Adama i Ewy — jako udoskonalaczy genetycznych rasy ludzkiej, którzy wcale nie pochodzili z Raju, jak upiera się Biblia; mamy opis organizacji zarządu wszechświatowego na Ziemi, który pomagał ludzkości do czasu przyłączenia się zarządców do deklaracji niepodległości Lucyfera; mamy tu też opis okoliczności wyodrębnienia się naszych pierwszych myślących praprzodków z grona zwierząt człekokształtnych.
Słowem — jest tu taka góra inspiracji, że twórczość takich wirtuozów gatunku SF jak Stanisław Lem czy Isaac Asimov wygląda blado i mizernie przy tym ogromie przekazów i opisów rzeczywistości (czy — jak kto woli — rzekomej rzeczywistości).
Administracja Wszechświata, opisana w Księdze Urantii, stała się dla mnie źródłem inspiracji przy tworzeniu powieści „Reaktor w kwarantannie”. Starałem się przenieść w niej czytelnika na jedną z zamieszkałych planet, gdzie administracja owa nie poniosła aż tak spektakularnej klęski jak na Urantii (Ziemi sprzed 500 tys. lat). Jej przedstawiciele nadal tam funkcjonują i działają, jak na każdej innej zamieszkałej planecie, która zdążyła się na czas odciąć od Lucyfera — władcy systemu Satanii.
Czy planeta, której pomagają nasi kosmiczni „sąsiedzi”, nie jest łudząco podobna do Ziemi sprzed 2000 lat? >sprawdź
Księga Urantii to projekt wręcz niewyczerpanych tematów dla miłośników SF. Czemu tak niewielu pisarzy się nią inspiruje?
Po zejściu na Ziemię i kilku projektach mocniej związanych z naszą historyczną codziennością („Departament Theta”, „Pogoniliśmy Unię!”) Księga Urantii znowu ciągnie mnie w swoją stronę 🙂
Aktualny projekt, nad którym pracuję — „Umarłem w czwartek. Tak zaczęła się moja historia” — znowu zabierze Was tropem tej wizji Wszechświata i pociągnie w stronę, w którą każdy z nas kiedyś i tak podąży.
Czy to będzie choć odrobinę zbliżone do rzeczywistych realiów życia pozagrobowego?
Ciekaw jestem, jak z tego wybrną pierwsi recenzenci 🙂
