Igła – Ken Follett – 1978
Thriller szpiegowski. Świetnie napisana powieść, gdzie osobne wątki, które wprowadzają lekką fragmentaryczność na początku, zbiegają się później w jedną spójną całość.

Opowieść o losach niemieckiego szpiega, który odkrywa prawdę mogącą przesądzić o wyniku II Wojny Światowej.
Patrząc z boku – widzimy profesjonalistę w każdym calu. Zawodowca z samego szczytu elit wywiadowczych. Agenta nieuchwytnego, z nonszalancją i odrobiną bezczelności, jakiej nie powstydziłby się najwybitniejszy agent angielski Jeans Bond.
A jednocześnie widzimy też nieśmiałego perfekcjonistę, który jest zwykłym człowiekiem, patriotą niemieckim służącym swojemu krajowi najlepiej, jak potrafi.
Jest wojna. Trzeba zabijać, bo takie są jej prawa. Ofiary są konieczne.
Agent występujący pod kryptonimem „Igła” zabija, ale tylko wtedy, gdy musi. Nie robi tego z przyjemnością i nie jest to dla niego naturalne. Umysł to przyjmuje jako zło konieczne i nie męczy go żadnymi wyrzutami sumienia, ale organizm się buntuje. Po każdym zabójstwie zrywa go na wymioty.
Sztylet, ukryty w rękawie jest jego jedyną bronią, niestety też znakiem rozpoznawczym dla wroga. Jest niczym podpis, po którym starają się go namierzyć poprzez analizę historii zabójstw i ich wszystkich okoliczności.
Specjaliści ze Scotland Yardu robią to nadzwyczaj sprawnie, powoli zaciskając pętle poszukiwań. Są świadomi, że szpieg jest prawdopodobnie jedyną osobą na świecie, która wie o ich mega-oszustwie mającym wprowadzić w błąd Hitlera, co zapewne zdecyduje o losach całej II Wojny Światowej.
Wirtuozi poszukiwań ścigają się z artystą ucieczki. Obydwie strony są tak samo zdeterminowane, zdając sobie sprawę, co jest na szali ich starań.
W zasadzie czytelnik łapany jest w pewną pułapkę emocjonalną. Widząc zwykłego człowieka w miejscu bezwzględnego zabójcy lub ścigane zwierzę, które musi rozszarpać ścigającego, żeby samemu nie zostać rozszarpanym… i w końcu gorliwego i oddanego patriotę, który służy znienawidzonym przez historię barwom… w zasadzie z mieszanymi uczuciami trzeba stwierdzić, że trochę mu kibicujemy, choć… nie bardzo wypada.
To wszystko nie jest zero-jedynkowe. Wielkie Zło tkane jest również przy pomocy ludzi, których cechy charakteru godne są podziwu, a motywacje całkowicie zrozumiałe, bo i one wywodzą się z wyższych wartości naszej ludzkiej cywilizacji.
To uświadamia, że na pewnym pułapie nie ma zła uniwersalnego, a godne podziwu charaktery mogą służyć z podniesioną głową i z pełnym przekonaniem i „Bogu” i „Diabłu”, a my ich dalej z wielkim zakłopotaniem podziwiamy.
Na koniec wchodzi jeszcze jeden ważny dylemat, który przesądza o losach wszystkich uczestników sceny. Co będzie silniejsze? Miłość do Ojczyzny, czy… inna miłość?
To jeden z najsłynniejszych thrillerów szpiegowskich na świecie. Może właśnie dlatego, że jest strasznie nieszablonowy.
Jeśli lubisz podobne klimaty
Interesują Cię thrillery polityczne, służby specjalne, Rosja, NATO i zakulisowe operacje? Sprawdź również „Departament Theta” — thriller szpiegowski Adama Podkowy o scenariuszu, który wydaje się niebezpiecznie możliwy.
Poznaj „Departament Theta”
