Cylinder van Troffa – Janusz Andrzej Zajdla – 1980
Powieść zakwalifikowana do fantastyki socjologicznej, która w zasadzie wykorzystuje fabułę jako tło do snucia rozważań nad możliwym przyszłym rozwojem cywilizacji.

Powieść doczekała się nagrody Ministra Kultury i Sztuki (1980), więc wizje autora trafiły na podatny grunt. Temat uznany został za ciekawy, jak większość dylematów przyszłości, które zawsze i w każdej epoce brzmią intrygująco dla ludzi zawsze ciekawych dokąd nasza cywilizacja zmierza.
Po kilkusetletniej wyprawie międzygwiezdnej wraca prom kosmiczny na Ziemię, ale na nią nie trafia. Jest zatrzymany na księżycowej bazie, gdzie członkowie misji dowiadują się, że przez te dwa stulecia ich nieobecności miały miejsce bardzo niekorzystne zmiany genetyczne populacji ludzkiej zamieszkującej Ziemię.
Ci, którzy uniknęli anomalii genetycznych, humanitarnie przeczekują na Księżycu, aż zdegenerowane społeczeństwo ludzkie na Ziemi wymrze w sposób naturalny.
I jest to pierwsza seria wątpliwości – czy „wychowankowie” Księżyca z jego niewielką grawitacją, będą w ogóle w stanie kiedykolwiek zasiedlić Ziemię ze swoim układem kostno-mięśniowym niedostosowanym już do ziemskiej grawitacji?
Niejasności, co do rzeczywistych celów zarządzających Księżycem decydentów są bezpośrednią przyczyną potajemnej ucieczki jednego z członków załogi promu kosmicznego na Ziemię.
I zderzenia się jego z zastaną tam sytuacją społeczeństwa po kilku fazach modyfikacji genetycznych, które miały zapobiec katastrofie demograficznej, a w rzeczywistości nie robiły nic prócz zmagania się z nieprzewidywalną falą efektów ubocznych wcześniejszych zabaw w Boga.
Dodatkowo uciekinier nosi ze sobą tajemnicę sprzed 200 lat, kiedy to jeden z szalonych naukowców wymyślił specjalny cylinder, w którym czas płynie niezwykle wolno. Te dwieście lat na Ziemi to w cylindrze zaledwie kilkanaście minut. Tam miała czekać na młodego podróżnika jego ukochana. Ale… jego podróż trwać miała jedynie 50 lat. Opóźnienie ekspedycji było wynikiem awarii silników promu kosmicznego.
Co się z nią stało? Cylinder jest pusty, choć na jego dnie leżą kwiaty sprzed dwóch wieków, świeże i pachnące, jakby tu z kimś miały przed momentem schować się przed czasem na te 50 czy 200 lat.
Na koniec dowiadujemy się, że od opisanej historii minęło już tysiąclecie, gdy zapiski tych wydarzeń odkryła inna cywilizacja istot inteligentnych próbująca zasiedlić Ziemię po wyginięciu cywilizacji ludzkiej. Czyli… dla pasażera kapsuły minęło w tym czasie jakiejś półtorej godziny.
Czy on rzeczywiście siedzi w tym swoim cylindrze czasu, wychodząc co kilka minut na spacer, by przekonać się, jak zmienia się świat na przestrzeni kolejnych wieków?
Jego faktyczny „zasięg” to przecież miliony lat, podczas których może obserwować zachodzące zmiany. A może jego celem będzie raczej poszukiwanie przeszłości? O ile znajdzie sposób, by zmienić kierunek przepływu czasu…
Książka prowokuje do myślenia, mimo że powstała przeszło czterdzieści lat temu w zupełnie innym świecie.
Jeśli interesują Cię tajemnice ludzkiej wiary
Lubisz historie o cudach, manipulacji, duchowości i człowieku postawionym na granicy nadziei oraz wykorzystania? Sprawdź „Ciemna strona oświeconych” — powieść Adama Podkowy o chłopaku, który miał umrzeć, a stał się znakiem dla innych.
Poznaj „Ciemną stronę oświeconych”
