CIA, parapsychologia i kontrola umysłu. Co służby naprawdę badały?
CIA i parapsychologia brzmią jak połączenie rodem z teorii spiskowej. Tyle że amerykańskie służby naprawdę badały niezwykłe możliwości ludzkiego umysłu.
Czy służby specjalne naprawdę interesowały się ludźmi obdarzonymi niezwykłymi zdolnościami? I co zrobiłyby dzisiaj, gdyby odkryły kogoś, kto potrafi zdobywać informacje w sposób niedostępny dla innych?
To drugie pytanie stało się jednym z punktów wyjścia do mojej powieści „Departament Theta”. Pierwsze natomiast wcale nie należy do literatury. Odpowiedzi można szukać w odtajnionych dokumentach amerykańskiego wywiadu.

Szpiegowanie bez wychodzenia z pokoju
W 1972 roku CIA rozpoczęła badania nad remote viewing — próbami uzyskiwania informacji o odległych miejscach i obiektach bez normalnego dostępu do nich.
Program był kontynuowany przez lata pod różnymi nazwami. Najbardziej znana to STARGATE. Remote viewing próbowano wykorzystywać również przy rzeczywistych problemach wywiadowczych, między innymi podczas kryzysu zakładników w Iranie.
Czy działało?
Ocena przeprowadzona w latach 90. przyniosła osobliwy rezultat: pojawiały się wyniki trudne do wyjaśnienia wyłącznie przypadkiem, ale metoda była zbyt niestabilna i nieprzewidywalna, aby stanowić użyteczne narzędzie wywiadowcze.
Program zakończono.
MKULTRA: mniej paranormalnie, znacznie bardziej niepokojąco
CIA i parapsychologia?
CIA interesowała się jednak nie tylko niezwykłymi możliwościami umysłu. Program MKULTRA obejmował badania nad wpływaniem na zachowanie człowieka.
Eksperymentowano między innymi z substancjami psychoaktywnymi, hipnozą, snem, pamięcią, sugestią i technikami przesłuchań. Część eksperymentów prowadzono na ludziach, którzy nie wiedzieli, że są obiektami badań.
Nie trzeba więc dopisywać do MKULTRA legend. Udokumentowana rzeczywistość jest wystarczająco mocna: służba wywiadowcza naprawdę próbowała ustalić, jak daleko można ingerować w psychikę i zachowanie człowieka.
Najsłabszym ogniwem może być własny mózg
Jest jeszcze trzecia historia — mniej widowiskowa, ale prawdopodobnie najważniejsza.
CIA od dawna bada psychologię własnych analityków.
Richard J. Heuer Jr. w Psychology of Intelligence Analysis opisywał problem błędów poznawczych. Człowiek nie odbiera informacji jak kamera. Interpretuje je poprzez wcześniejsze doświadczenia, przekonania i oczekiwania.
Analityk może więc otrzymać prawidłowe dane i mimo to wyciągnąć błędny wniosek.
Szczególnie niebezpieczne jest mirror imaging — przekonanie, że przeciwnik będzie rozumował podobnie jak my. Jego zachowanie może wyglądać na irracjonalne tylko dlatego, że patrzymy na nie przez własny sposób myślenia.
I tutaj historia zatacza ciekawy krąg.
Zaczęliśmy od ludzi próbujących zobaczyć coś, czego zobaczyć nie mogli.
Kończymy na człowieku patrzącym na prawdziwe informacje i mimo to widzącym coś, czego w nich nie ma.
Od STARGATE do „Departamentu Theta”
Oczywiście „Departament Theta” jest fikcją, a nie literackim opisem któregokolwiek z tych programów. Łączy ją z nimi jednak to samo pytanie:
co zrobiłyby służby, gdyby pojawiła się nietypowa zdolność człowieka dająca choćby niewielką przewagę informacyjną?
Historia podpowiada całkiem przekonującą odpowiedź.
Najpierw sprawdziłyby, czy to działa.
Potem — czy da się to wykorzystać.
A jeśli odpowiedź brzmiałaby „tak”, bardzo szybko przestałoby to być wyłącznie zagadnieniem naukowym.
I właśnie od podobnego założenia zaczyna się „Departament Theta”.
